KULTURA STUDENCKA W OBIEKTYWIE
  • aktywizm
  • kajetan
  • 2017.12.13

KULTURA STUDENCKA W OBIEKTYWIE, czyli studia wizualne w praktyce kulturoznawczej

W ramach jednosemestralnego warsztatu technik filmowych na poznańskim kulturoznawstwie powstało kilka etiud , których tematykę miała stanowić szeroko pojęta kultura studencka i (jej jeszcze szerzej pojęta) mobilność. Dość przewrotnym w tym kontekście założeniem było programowe nienakładanie konkretnego „kagańca metodologicznego” badań wizualnych. Miało to stworzyć pośród uczestników niezbędny margines swobody, szersze pole wyboru tematu, metod, zakresu własnego zaangażowania / zdystansowania wobec problemu. Dowolny był dobór i sposób postawienia tegoż problemu, jak również stopień jego doniosłości, powagi, bądź całkowitego ich braku.

Cezary Bezmienow

Nagrany w czarno-białej konwencji materiał przedstawia dość mroczny spacer ulicami Poznania, jednym razem wydobywając akcenty socmodernistycznej architektury, innym razem fragmenty dawnych kamienic. Zarówno kroki przechodniów, jak i powtarzalne elementy budowli (okna, schody, kolumny) zdają się podkreślać rytm minimalistycznego ambientowego podkładu muzycznego. Film kończy się niespodziewanie pozytywnym akcentem: kamera zaczyna bowiem śledzić bańki mydlane, które ktoś obficie wypuszczał na tle przyciężkawej fasady Teatru Wielkiego.

Miłosz Drewniak

Kamera ostentacyjnie eliminuje ludzi, redukując ich do samych nóg widzi wszystko niejako z perspektywy psa (zoomorfizm?) Akcja zaczyna się w domu rutynowym przygotowaniem pupila do spaceru i jego rosnącą ekscytacją. W następnych ujęciach zamiast oczekiwanego spaceru widzimy, jak właściciel pakuje go na tylne siedzenie samochodu, gdzie pies zachowuje się normalnie, kontroluje widoki za oknami, cierpliwie czekając na dalszy bieg wydarzeń. Widz na tym etapie nie wie czy będzie to wyjazd na wakacje, czy wizyta u weterynarza. Tymczasem bohater ląduje na boisku piłkarskim, a gdy muzyka osiąga kulminacyjny punkt i nabiera tempa następuje nieoczekiwany zwrot. Dla odmiany pojawia się swoisty antropomorfizm – pies dostaje do zabawy piłkę i zaczyna całą serię ekstatycznych tricków, pogoni i zwodów.

Sonia Krupa

Sonia Krupa do swojego filmu „La dolce vita di Agnese Berton” wykorzystała ujęcia nakręcone podczas erasmusowej wymiany we Włoszech. Warto jednak dodać, że samo studiowanie  okazało się czymś marginalnym, niespecjalnie wartym snucia opowieści. Za to wszystko to, co wiąże się z wypełnianiem wolnego czasu pokazane zostało bardzo drobiazgowo. Starannie wystudiowane i dobrane ujęcia uzupełnione zostały w warstwie dźwiękowej o klimatyczny podkład muzyczny w postaci utworu „Maruzzella” w wykonaniu Renato Carosone. Ujęcia te przeplatane są portretami bohaterki uwikłanej w cały wachlarz codziennych rytuałów, jak poranne parzenie kawy, przyrządzanie makaronu, przemieszczanie się pociągiem, nadmorskie spacery. Gdyby z filmu usunąć kolory, klimat aluzyjnie przywołanego w tytule filmu Federico Felliniego objawiłby się widzowi wręcz automatycznie.

Samuel Maruszewski / Robert Śliwka

Kafkowskie nastroje ewokuje surrealistyczny „Fantazmat” Roberta Śliwki i Samuela Maruszewskiego. Trudno bowiem o inne skojarzenia, gdy w pierwszych ujęciach widzimy wspinającego się po murze chrząszcza, a zniekształcony głos w tle informuje, że oto bohater po serii niespokojnych snów obudził się swym w łóżku zmieniony w robaka. Tymczasem sprawy zamiast ulegać pogorszeniu (jak to u Kafki) toczą się w alternatywnym kierunku: pojawia się bowiem możliwość przemiany w coś bardziej „beztroskiego i wdzięcznego”, czyli kota. Również ta opcja wcielenia wkrótce rodzi tożsamościowe kryzysy, obraz staje się coraz ciemniejszy, a nałożone nań cyfrowe efekty czynią go coraz bardziej abstrakcyjnym. W finale kamera przyjmuje niską perspektywę kota nerwowo miotającego się w przydomowym trawniku przy dźwiękach ciężkich gitarowych riffów. Z gęstego, trzyminutowego filmu retorycznie rozciągającego się pomiędzy kafkowską Przemianą a wizjami Davida Lyncha, trudno wysnuwać jakieś daleko idące wnioski dotyczące kondycji kultury studenckiej. Z pewnością jednak jawi się ona jako otwarta zarówno na eksperyment, jak i na płynne tożsamości w płynnej ponowoczesności.

Natalia Moszyńska

Ciekawym zabiegiem Autorki jest zestawienie ujęć z Wenecji i z poznańskich Jeżyc w ten sposób, że sprawiają wrażenie ciągłości, obserwowania niejako wciąż tego samego miasta. Wrażeniu temu sprzyjają podobne oświetlenie, dynamika „poruszonych” zdjęć kręconych smartfonem z ręki (i często w marszu), jak również dobór scenerii. W kadrze pojawiają się raczej mało turystyczne motywy: rozkopywane przez robotników chodniki, nadgryzione zębem czasu budynki. Podczas gdy bohaterka z offu zachwala przeżuwane właśnie danie, na ekranie obserwujemy wronę łapczywie selekcjonującą niedopałki z popielniczki. Gdy zaś opowieść koncentruje się na sercowych sprawach, w kadrze znajdujemy charakterystyczną sylwetkę Watchera, czyli antropomorficznej hybrydy oka i peryskopu, którą w wielu miastach świata odmalowuje poznański streetartysta Noriaki. W którymś momencie filmu narratorka mimochodem wygłasza opinię: „kiedyś chciałam wyjechać, pomieszkałam w Azji i jakby… życie w Polsce jest spoko, dostrzegam wiele plusów, ale może kiedyś wyjadę. Zobaczymy.”

Nina Prusak

Obrazy w filmie „Ode to Viceroy” konsekwentnie snują się w rytm muzyki opowiadając jakie elementy budują codzienne doświadczenia wizualne Niny, a także jakie potencjalnie mogłyby je tworzyć. Oprócz spacerów z psem po miejskich enklawach natury (tj. nad brzeg rzeki i parkowy staw), jest to gra w badmintona, z której wzrok tęsknie ucieka w kierunku przemierzającego niebo samolotu. Ujęcia z rajskimi plażami i palmami w odjeździe kamery szybko okazują się iluzyjne, stanowiąc bądź kiczowate szyldy solariów, bądź zatkniętą nad wanną widokówką z tropikalnym landszaftem. Podobnie filmowana na wystawie sklepowej róża z bliska okazuje się plastikowa.

Dagmara Przeradzka / Ewelina Blum

Ewelina Blum i Dagmara Przeradzka w filmie „Kulturaoke” zwróciły się w stronę reportażu. Pragnąc zgłębić inne obszary studenckiej aktywności śpiewaczej udały się do poznańskiego klubu karaoke „Kultowa”. Nagrały fragmenty występów i krótkie wywiady, dzięki czemu udało im się skutecznie zrelacjonować atmosferę takich miejsc. W filmie pojawili się więc bohaterowie, którzy w istocie potrafią śpiewać, ale i tacy, którym piwo dodało odwagi znacznie przy tym przyćmiewając talent. Pomimo tego kontrastowego zestawienia umiejętności Autorki postanowiły jednak nie forsować żadnych waloryzacji estetyczno-artystycznych, co więcej podsumowały rzecz zwrotem wprost do widza: „Pamiętajcie, że raz się żyje, a w życiu piękne są tylko chwile”.

Dorota Roszkowiak

Dorota Roszkowiak pozyskawszy niezbędny podkład muzyczny z serwisu YouTube postanowiła sama zaśpiewać utwór „Halo” Beyoncé i dokręcić do tego klip wideo. Pomimo pewnych realizatorskich niedociągnięć (w zakresie jakości nagrania i co za tym idzie brzmienia głosu), udało się w filmie dokonać ciekawego przemieszczenia. Zamiast spodziewanej próby replikacji czy chęci sparodiowania oryginalnego wideo, napotykamy prywatną i bardzo lokalną w wyrazie autoekspresję Autorki. Film paradoksalnie zyskuje na autentyczności poprzez utrwaloną na nim dysonansową mieszaninę uczuć Bohaterki rozciągającą się od pasji śpiewu, aż po odrobinę zażenowania wynikającą z konieczności dokamerowych pląsów w publicznej przestrzeni parku. Efekt ów dopełniają zdjęcia kręcone amatorsko „z ręki”, niczym nagrane telefonem przez przypadkowego przechodnia, przeplatane poetyckim efektem slowmotion i kontrolowanym prześwietleniem kadru. Globalna machina kultury popularnej i przemysłu muzycznego została tu niejako oswojona, zdemokratyzowana, żeby nie rzec: przechwycona na użytek własny.

Wydział Nauk Społecznych UAM, Szamarzewskiego, Poznań, Polska